Julian Haber „Marciniak”

„ Pracowałem w Hucie Stalowa Wola i zostałem aresztowany. Kilka dni siedziałem z grupą kolegów w piwnicy. 1 grudnia 1943 roku puszczono nas do pracy na nocną zmianę. Skorzystałem z tego, przeskoczyłem przez płot i uciekłem. Do 13-tego przeleżałem w grochowinie w domu kolegi nad Sanem. Nie można było przejść, za dużo patroli. Okazja nadarzyła się w nocy 13-tego grudnia i wpław przekroczyłem San. Tam czekał na mnie pchor. „Bruzda” i doprowadził do obozu pod Golcami.
Przez kolegów byłem przyjęty bardzo przyjaźnie. Z wieloma znałem się z Niska.(…)Duży szacunek mam do dziś do por.”Konara” i por.”Dęba”. To byli oficerowie pełną gębą. Resztę to niech ocenią inni . Chociażby to, że przed bitwą na Porytowym Wzgórzu ich nie było, w trakcie też ich nie widziałem.(…)
W książkach kol. Stanisława „Kozaka” dużo jest o ludziach spoza obozu a mało o samym obozie. Dużo prawdy ale i dużo lakieru, nie moją rzeczą jest weryfikacja tych książek.
Po wejściu oswobodzicieli jakiś czas się ukrywałem.
Przez znajomość mego Ojca z komendantem RKU dostałem skierowanie do Rzeszowa, do 27 pp. 10 Dywizji. Samochód z poborowymi odjeżdżał z Niska ale ja wsiadłem w umówionym miejscu pod Nowosielcem. Tak dostałem się do armii. Szczęśliwie trafiłem do II Batalionu, gdzie dowódcą był kpt. Betlej, który już o mnie wiedział. Sam był dowódcą oddziału AK na Wileńszczyźnie. Potem krótki kurs podoficerski i tak wojnę skończyłem w 1945 w stopniu chorążego. Dużo przemyśleń o oddziale wyrobiłem sobie w wojsku, na froncie II Armii LWP.”

 

Fragmenty wspomnień pochodzą z listu napisanego przez Juliana Habera do ucznia LO im. Bohaterów Porytowego Wzgórza Mateusza Surmy 11. XI. 2003 roku.

List znajduje się w Szkolnej Izbie Pamięci w/w szkoły.

Reklamy